Tytu³ nowego tomu wierszy Macieja Cis³y „Kochaina” ma niew±tpliwie konceptualny rodowód. Oto s³owotwórcza innowacja wzmocniona fonetycznym podobieñstwem – opartym na wymianie dos³ownie jednej spó³g³oski – krzy¿uje w nim znaczenia w sposób ¿artobliwy, ale i zaskakuj±cy. Jeste¶my zdziwieni. Ale ostatecznie skojarzenia mog± poruszyæ tylko nasz± wyobra¼niê i wzbudziæ oczekiwania lektury wierszy równie niezwyk³ych jak samo s³owo tytu³owe.
Cis³o lubi gry etymologiczne, jêzyk jest dla niego ¼ród³em energii potrzebnej do wyra¿ania tego co zmienne: obrazu ¶wiata ogarnianego zmys³ami. Po³±czenia, zestawienia,wspó³brzmienia rozpêdzaj± jêzyk poety, otwieraj± wci±¿ nowe perspektywy, ale – paradoksalnie – Cis³o w tej lawinie skojarzeñ i znaczeniowych zderzeñ szuka prawdy, szuka trwa³ego punktu oparcia. Dlatego bada przestrzeñ miêdzy s³owami, szuka w ich wnêtrzu, zdaje siê ¶ledziæ czas, w którym wypowiedziane s³owo dociera do drugiego. Ale przede wszystkim stawia pytanie: jak mnie s³yszysz i czy mnie w ogóle s³yszysz? Potrzeba kontaktu i znajomo¶æ kodu jest dla Cis³y kwesti± wielkiej wagi.
„Kochaina” ma jednak wyra¼nie okre¶lonego, wskazanego w dedykacjach, adresata. Jest nim kobieta,¿ona, poetka. Wiersze, jeden po drugim uk³adaj± siê w liryczn± inwokacjê w³a¶nie do niej – do tej, za spraw± której:
Inkarnowany w Twoim ciele, zyskujê prawdziwe istnienie, jak duch, co dot±d nie móg³ sobie znale¼æ formy.
To wyznanie jest te¿ opowie¶ci± o drodze do spe³nienia, ma wiêc charakter epicki. ¯ona to ¼ród³o i cel, jedno w drugim, ca³o¶æ sprzyjaj±ca narodzinom i odrodzeniu. To za jej spraw± bohater zdobywa podmiotow± godno¶æ i mo¿e o sobie powiedzieæ: oto jestem.
Odkrycie siebie samego w drugim ma swoje oparcie w uczuciu. Mi³o¶æ daje si³ê, która zmienia wszystko. I dlatego je¶li siê o niej mówi, to trzeba mówiæ do koñca i „bez wstydu”.
Wiersze Cis³y o mi³o¶ci brzmi± jak radosna kantata, s± ¶piewem pochwalnym. Jego bohater wytrwale wspina siê, pod±¿a do celu ze ¶wiadomo¶ci± wstêpowania w przestrzeñ szczê¶cia zaznanego w konkretnym miejscu i w konkretnym czasie. Dlatego jego s³owa maj± si³ê fizycznego dotkniêcia, buduj± wiêzi bezpo¶rednie, zmys³owe. I takie motywy dominuj± w „Kochainie”. Ale dos³owno¶æ i zmys³owo¶æ nie s± tym, co bez reszty wype³nia ¶wiat w poezji Cis³y. To jest ¶wiat stworzony na wzór bytu prawdziwego, niedostêpnego, niestety tu i teraz. ¦wiat zmys³ów jest zatem ¶wiatem „ratunkowym”, dramatycznie naznaczonym, ¶wiatem do ¶mierci d±¿±cym, ale do koñca tê ¶mieræ jakby zas³aniaj±cym:
Choroba mi³o¶ci, dobrze leczona, nigdy siê nie koñczy. Umrzyjmy kiedy¶ w swoich objêciach, przychodz±c na Tamten ¦wiat jako bli¼niêta.
To wielkie uczucie, jakim jest mi³o¶æ do drugiego cz³owieka, wci±¿ zbli¿a siê do spe³nienia, ale rêka poety zastyga i wstrzymuje siê przed dopisaniem ostatniej strofy. Cis³o chcia³by ten stan mi³osnego uniesienia przed³u¿aæ w nieskoñczono¶æ. Jego bohater gotowy jest podporz±dkowaæ siê ca³kowicie i bez reszty tej, któr± kocha. To ona jest tutaj rozdawczyni± ról, ona rz±dzi czasem:
Jestem jak jednobiegunowy magnes; wiem, ¿e takie nie istniej± – ale ja istniejê i sk³adam siê z samej mi³o¶ci do ciebie!
W tych s³owach zawiera siê – mimo ogromnego ³adunku uczuciowego – niebezpieczeñstwo ca³kowitego pora¿enia i zapewne wbrew intencjom: zniszczenia mi³o¶ci. Bez napiêcia, bez polaryzacji ³adunków mi³o¶æ wyczerpie sw± energiê. To grozi klêsk±. Przed ni± Cis³o siê broni.
Paradoks mi³o¶ci i ¶mierci przywodzi na my¶l metafizyczn± zgodê przeciwieñstw. Jest ona nie¼le zadomowiona w poezji, zw³aszcza od czasów baroku. Cis³o ma tego ¶wiadomo¶æ, jest poet±, który ma dobre rozpoznanie tradycji i – wbrew pozorom – jest do niej bardzo przywi±zany.
Odpowiedzi± na dzia³anie mi³o¶ci poch³aniaj±cej, zmys³owej, spod znaku ziemskiego amora staje siê siê przywo³anie motywu wiersza jako formy pokonuj±cej czas i nico¶æ:
Wymy¶lonych zosta³o wiele dowodów na istnienie bogów. A ten mój wiersz – o ile to jest wiersz – chcia³by byæ tylko skromnym dowodem na istnienie mnie.
To fragment wpisanego w wiersz cytatu-odpowiedzi, fragment dialogu poety z ¿on±. Cis³o wprowadzaj±c mowê niezale¿n± celowo uobecnia w swoich wierszach postaæ poety.Pozwala to na podjêcie wa¿nego, autotematycznego w±tku. Fenomen poezji i poetycko¶ci zawsze interesowa³ Cis³ê. Wiersz powstaje, bo – powiada Cis³o – ro¶nie w nas potrzeba wypowiedzenia tego, co siê nagromadzi³o. Pisanie wiersza jest ciag³ym poszukiwaniem, jest przechodzeniem od potencji do aktu, jest uaktywnianiem stanu przeczuwania i napiêcia. Ale to dobieranie s³ów nie jest czynno¶ci± prost±, nie polega na siêganiu do s³ownika i gramatyki. Poeta jest ¶lepcem, szuka po omacku, trafia lub nie (...).
Ca³o¶æ tekstu w papierowym wydaniu „Wyspy”.
|