„Między nami dobrze jest” to przewrotna odpowiedź na kulturowe hiperogłupienie czy, mówiąc słowami samej pisarki, na czasy „ekstazy bzdury”. (Hiper)śmiech wzbudzają wszelkie egzotyczne (i całkiem codzienne) podniety Polaków: irracjonalny kult IKEI, poddańcze i męczeńskie przywiązanie do sieci sklepów Biedronka albo Tesco, czy też fetyszyzacja szynki parmeńskiej – szczytu wykwintności, cudownego objawienia światowych kuchni. Z drugiej strony książka Masłowskiej straszy -izmami i -logiami, którymi i tak już jesteśmy zdrowo wystraszeni – pojawiają się tu tematy: biedy, wykluczenia, nietolerancji i nienawiści, rozliczeń z przeszłością, a przede wszystkim daleko posuniętej anemii więzi międzyludzkich. W warstwie językowej przeraża kostropata poetyka braku i absurdu, która sprawia, że całość sztuki „przybiera na szczerości”.
Czytelnik tego niedługiego, trzyaktowego dramatu śmieje się i łapie za głowę, wzdycha i fuka na „ach, te czasy, te obyczaje”, zasmuca się, wzrusza, rozczula i złości. I za wszystkie te reakcje kolejno dostaje po głowie! Odbiorca, który w ten sposób uosabia cały przekrój społecznych reakcji na problemy współczesnych Polaków, obrywa za grzechy instytucji powołanych, by uprawiać krytykę społeczną, ale także za grzechy nas wszystkich – podwórkowych krytyków wszystkiego i wszystkich. I w tym znaczeniu nowa książka Masłowskiej jest zaangażowana społecznie, nie w sposób nachalny, ale wyraźny i zdecydowany. Sama autorka powiedziała w wywiadzie dla „Przekroju”: „To jest moja pierwsza książka, w której nie wyliczam, kim ja pogardzam, tylko piszę o tym, że wszyscy sobą nawzajem pogardzamy i że nie da się tak żyć”. Masłowska nie wskazuje tu winnych, za to w druzgocący sposób obnaża mechanizmy kształtowania dyskursu odpowiedzialne za taki stan rzeczy (albo może braku rzeczy).
Autorka kpi zatem głównie z mechanizmów paniki moralnej. Wytyka w ten sposób ludziom mediów, działaczom społecznym oraz środowiskom sztuki i nauki – czyli grupom najbardziej zaangażowanym w kreowanie klimatu paniki moralnej – tworzenie coraz to nowych fobii społecznych, niezdrowe nakręcanie nastrojów nienawiści i psucie wrażliwości ludzi. A ludzie są u Masłowskiej albo całkiem niewrażliwi, albo wręcz nadwrażliwi. I nie wiadomo w zasadzie, co gorsze, obydwie postawy – z jednej strony, totalnej obojętności; z drugiej, „gryzienia sercem problemów społecznych” – są przez młodą pisarkę w równym stopniu napiętnowane. Jak widać, oddalamy się od siebie na wiele różnych sposobów. Niektóre są bardzo przebiegłe i udają obłudnie chęć zbliżenia z innymi ludźmi. Tu doskonały przykład stanowi właśnie działanie na rzecz nieszczęsnego (bo ani skutecznego, ani zdrowego) „uwrażliwiania” społeczeństwa.
Głównym tematem „Między nami…” są zatem nie tyle mosty i mury między ludźmi, ile sposoby budowania mostów i burzenia murów. Dorota Masłowska wychodzi poza czysty opis rzeczywistości, który w jej wykonaniu, jak zawsze, jest błyskotliwy i celny. Autorka decyduje się opatrzyć rzeczywistość komentarzem – bolesnym, ale jasno wskazującym na miejsca, gdzie (nie) czai się Zło. Nie jest ono ulokowane w naturze człowieka, ani w różnicach między ludźmi, ani w historii czy w odmiennych doświadczeniach biograficznych, ani w nowych technologiach. Nie w przeszłości i nie w przyszłości. Nie jest zła ani Mała Metalowa Dziewczynka – przedstawicielka pokolenia Nic, ani jej matka, Halina, która jest Nikim albo nawet „nie jest Kimś”, ani Osowiała Staruszka na Wózku Inwalidzkim, która mentalnie żyje w czasach wojny i nie zna innego świata poza latami swojej młodości. Zło, pogarda i nienawiść tkwią gdzieś pomiędzy tymi wszystkim osobami i ich odrębnymi, nieprzystającymi do siebie światami. Diabeł tkwi w szczególe, najpewniej gdzieś w codziennym języku, w dyskursie i wyobrażeniach społecznych, w kulturze…
Nowa sztuka Doroty Masłowskiej to krytyka społeczeństwa krytykantów – czyli naszego społeczeństwa. A morał z tej niepozornej książeczki płynie taki, że nie należy innymi ludźmi pogardzać ani innych ludzi wyśmiewać, ani pochopnie krytykować, ani tym bardziej obłudnie żałować, bo – aż chciałoby się powiedzieć – „kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”. To przesłanie głównie do nas – krytyków rzeczywistości, kreatorów dyskursu, animatorów kultury. A jak ktoś się nie poczuwa, to „Marsz do swojego braku pokoju!”.
|