- Niektóre pisma nie tylko przetrząsają szuflady nieżyjących mistrzów, ale grzebią w koszach na śmieci – stwierdziła ironicznie jedna z prowadzących debatę w Radiu Pomorza i Kujaw, odbywającą się w ramach Pory Prozy. Głosy często nie były jednolite. „Zeszyty literackie” jawiły się pismem funeralnym, a z drugiej strony przyciągającym niezorientowanych studentów (nawet filologii polskiej) do Empiku. Wtedy jest szansa, że potencjalni czytelnicy dostrzegą na półkach inne czasopisma literackie. Z drugiej strony sukces wydawniczy może zmniejszyć rolę kulturotwórczą, gdyż wydając hobbistycznie można sobie pozwolić na większą elastyczność i ryzyko.
Ciekawą była debata zorganizowana przez Miejski Ośrodek Kultury w Bydgoszczy pod roboczym hasłem: „Rola pism literackich w wyznaczaniu nowych trendów w polskiej prozie”, 11 X br. Spotkanie prowadziły dziennikarki z Radia PIK: Małgorzata Maniszewska i Ewa Dąbska, przygotowując w ten sposób materiał, który zostanie wyemitowany. M. Maniszewska z typową dla siebie ostrością wbiła tzw. kij w mrowisko mówiąc, że niegdyś to Henryk Bereza, zwłaszcza dzięki rubryce „Czytane w maszynopisie”, wyławiał literackie talenty, a teraz pisma nie odgrywają takiej roli. Miały promować swoje małe ojczyzny, ale do końca też tak nie jest. Jak? O tym dyskutowało siedmiu zaproszonych gości.
„Frazę” - kwartalnik wydawany w Rzeszowie od 1991 r. przez tamtejsze środowisko polonistyczne, reprezentowała redaktor naczelna Magdalena Rabizo-Birek. W części literackiej stałym działem „Frazy” są Portrety, czyli prezentacje utworów poetyckich i prozatorskich wybitnych autorów polskich (m.in. Zygmunt Haupt) i obcych (Federico G. Lorka, Włodzimierz Wysocki, Bułat Okudżawa). Znajdziemy także teksty pisane przez autorów z roczników 60. oraz sporo debiutów, jak również opracowania krytyczne, recenzje, wywiady i komentarze odautorskie. Z racji położenia geograficznego miasta, w którym mieści się redakcja, pismo podejmuje również tematy dotyczące pogranicza polsko-ukraińskiego i przejawów współistnienia na tym terenie wielu kultur.
„Kwartalnik Artystyczny" jest wydawany w Bydgoszczy i Toruniu od 1993 roku. Na jego łamach można spotkać nazwiska najznakomitszych twórców polskiej literatury (Wisława Szymborska, Julia Hartwig, Tadeusz Różewicz, Jan Błoński). W numerach archiwalnych zaś Czesława Miłosza, Jana Twardowskiego, Zbigniewa Herberta, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Adresatami pisma są przede wszystkim, ale nie tylko miłośnicy kultury wysokiej i odbiorcy o już wyrobionych gustach. Kwartalnik w dużej mierze publikuje utwory uznanych pisarzy – o czym mówił redaktor naczelny Krzysztof Myszkowski.
„Lampa”, z której przybył redaktor naczelny Paweł Dunin - Wąsowicz jest kontynuacją nieregularnie ukazującego się w latach 1989 - 2002 zina Lampa i Iskra Boża. Pierwszy numer „Lampy” ukazał się w kwietniu 2004 r. Obecny nakład wynosi około 3 tys. egzemplarzy. W kręgu zainteresowań znajduje się przede wszystkim literatura. Publikowane są tam wywiady, poezja, proza, felietony i recenzje, a także szkice o tematyce literaturoznawczej, komiksy i teksty o szeroko pojmowanej kulturze alternatywnej. W przeciwieństwie do innych czasopism literackich, „Lampa” jest pismem tzw. pierwszego kontaktu.
Z wrocławskiej „Odry” wydawanej przez Bibliotekę Narodową i Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu przyjechał (jak się okazało błyskawicznie z bratem rajdowcem) redaktor naczelny Mieczysław Orski. W latach 70. pismo zaskarbiło sobie uznanie odkrywaniem „białych plam” najnowszej historii (przez m.in. K. Moczarskiego, H. Krall), tocząc często boje z cenzurą; obecnie kontynuuje zainteresowanie różnymi meandrami historii XX wieku. Jest cenionym forum dyskusji dotyczących aktualnych tematów i problemów polskich i międzynarodowych. W formie esejów, wywiadów, artykułów prezentują swe poglądy najwybitniejsi polscy i zagraniczni badacze, pisarze, artyści.
Dwumiesięcznik literacki „Topos”, ukazujący się od maja 1993 r. w Sopocie, reprezentował Artur Nowaczewski. W „Toposie” zwraca uwagę bogaty dział recenzencki - w każdym numerze znajdziemy omówienie kilkudziesięciu książek, piórami kilkunastu recenzentów oraz obszerny dział eseistyki literackiej. Pismo skupia się bardziej na poezji niż prozie.
Z „Twórczości”, najstarszego polskiego pismo literackiego, ukazującego się od sierpnia 1945 r., początkowo w Krakowie, a od 1950 r. w Warszawie przybył Dariusz Foks. Profil „Twórczości” obejmuje przede wszystkim publikację i ocenę dzieł literackich przed ich ukazaniem się w druku, eseje poświęcone literaturze polskiej i światowej oraz polską prozę współczesną (prezentacja całości lub obszernego fragmentu prozy zajmuje około połowy objętości numeru).
Nie zabrakło też „Wyspy”, którą reprezentował redaktor naczelny Adrian Sinkowski. „Wyspa-Kwartalnik Literacki" jest pismem łączącym różne odcienie rodzimej literatury. Istnieje od 2007 roku. Na jej łamach obok nazwisk najważniejszych polskich autorów pojawiają się twórcy młodzi, często dopiero debiutujący.
Według niektórych zabrakło reprezentantów „Zeszytów Literackich”, inni stwierdzili, że tematem jest przecież wyznaczanie nowych trendów. Powinna być zatem „Nowa Fantastyka”, gdyż tam debiutuje najwięcej prozaików. Niemniej każde z wymienionych pism stara się w mniejszym lub większym stopniu promować nieznanych twórców. Są jednak pewne ograniczania, np. kwartalnym cyklem wydawniczym. Wtedy może się zdarzyć, że pisma reagują z rocznym opóźnieniem. Z drugiej strony trudno jest zamieszczać większe fragmenty prozy przed wydaniem, gdyż to utrudniają obecnie duże wydawnictwa. Jeszcze pięć lat temu gazety ogólnopolskie czy regionalne zapowiadały tematykę kolejnych numerów pism literackich, wspierały pisma niszowe także – jako to pisał Marcin Świetlicki – warszawskie kolorowe tygodniki, teraz takie działania bywają rzadkością. Pisma bazujące na dotacjach nie mają możliwości systematycznego wyszukiwania nowych twórców (brakuje pewnie etatów, środków itp.), raczej z nadesłanych materiałów wybierają rzeczy – wg własnego gustu – najlepsze. Redaktorzy są zatem selekcjonerami, choć to też jakaś forma kreacji – stwierdzono. Każde wartościowe pismo to głos przeciw spektaklowi medialnemu promującemu walory ekonomiczne, w którym uczestniczymy, co podkreślał M. Orski.
Większość redaktorów chwaliło „Lampę” – miesięcznik oryginalny, szybko reagujący na to, co dzieje się wokół. Tymczasem Paweł Dunin – Wąsowicz wyznał, że sam obserwuje pewien regres. Kiedyś, gdy dobrze zarabiał jako dziennikarz mógł sobie pozwolić na hobbistyczne wydawanie debiutów dziwnych książek, które niekoniecznie dobrze się sprzedażą. Mały wydawca może być elastyczny i szybki (nie czeka na przykład pół roku na obiecane recenzje w prasie kobiecej). Teraz, gdy jest żebrakiem w Ministerstwie Kultury i osiągnął jakiś sukces wydawniczy (oczywiście „żywicielem” są tu książki Doroty Masłowskiej) musi brać pod uwagę kwestie ekonomiczne. A to wypiera rolę kulturotwórczą, w którą wpisane jest przecież ryzyko. Cóż, jakoś przychodzą mi na myśl słowa J. Lechonia inspirowane „Boską komedią”: „Nie ma nieba i ziemi, otchłani, ni piekła. Jest tylko Beatrycze. I właśnie jej nie ma”.
- Robimy to dla autorów, bo jesteśmy im potrzebni. Funkcjonujemy na swoich wyspach – stwierdziła M. Rabizo-Birek. Nawiązując do poprzedniej myśli, w tych enklawach pada cień tego, czego nie ma.
|