W „Gazecie Wyborczej” powieść spotyka się z uznaniem. „Vardze - jak chyba nikomu innemu w ostatnich latach - świetnie udało się uchwycić ducha naszych czasów, pokazać szaleństwa, lęki, śmiesznostki i absurdy świata, w którym żyjemy.”. – pisze recenzent. Jest też wiele innych pochwał między innymi taka, że powieść Vargi to „apokalipsa na wesoło”, Co mnie akurat wydaje się wątpliwym komplementem, ale nie odmawiajmy recenzentowi prawa do odrobiny oryginalności.
W „Dzienniku” powieść Vargi zostaje przyjęta zgoła inaczej. Tamtejszy recenzent twierdzi, że to pseudofilozoficzny gniot, płaski i głupi jak tytułowe lastryko. Żeby czytelnik nie miał wątpliwości, ze recenzent wie co pisze, pod jego nazwiskiem umieszczono dopisek „filozof”, co jest sprytną sugestią: ten to umie odróżnić pseudofilozofię od filozofii.
Każdy człowiek o inteligencji wyższej od Andrzeja Leppera zdaje sobie sprawę, że obie oceny książki Krzystofa Vargi prawdziwe być nie mogą. Ależ tu nie ma żadnego problemu, powie ktoś, wiadomo, że „Wyborcza” kadzi swojemu redaktorowi, więc prawdziwa jest ocena „Dziennika”. Niekoniecznie, „Dziennik” nie ma tu żadnej moralnej przewagi. Gdy ukazała się powieść zastępcy redaktora naczelnego, Cezarego Michalskiego na łamach „Dziennika” chwalono ją tak samo bez opamiętania jak „Wyborcza” chwali powieść Vargi. Co prawda „Dziennik” bywa także w swych ocenach finezyjny. Gdy ukazała się książka Jerzego Pilcha, który jest w „Dzienniku” felietonistą najpierw ją na łamach zjechano, potem zapadła kłopotliwa cisza, w czasie której musiały trwać gorączkowe negocjacje, bo po jakim czasie ukazała się druga recenzja tym razem pochwalna. Podsumowują wygląda to tak: Pilch jest lepszym pisarzem od Michalskiego, ale ponieważ ma niższą funkcję w redakcji nie może być tak jednoznacznie chwalony. Gdyby napisała powieść portierka z „Dziennika” zapewne nie mogłaby liczyć nawet na odrobinę recenzenckiej litości.
Jak widać z tej opowieści nie mam za złe „Gazecie wyborczej”, ze swój redaktorski ogonek chwali – takie u nas po prostu panują obyczaje. Młodszych czytelników chciałbym poinformować, ze kiedyś było inaczej, na przykład Wiesław Myśliwski jako redaktor naczelny najpierw „Regionów”, a potem „Sycyny” nie pozwolił na swój temat napisać w tych pismach ani słowa, co mu bynajmniej w karierze literackiej nie przeszkodziło.
Wracając zaś do meritum zapewne nigdy się nie dowiemy czy powieść Krzysztofa Vargi jest dobra czy zła. Chyba, ze sami przeczytamy. Ale czy możemy sobie do końca ufać. Przecież i w naszej świadomości zostały ślady wojny antykaczystów z kaczystami.
|