Bronisław Wildstein "Dolina nicości" Wtorek, 9 Grudnia, 2008
Tomasz Rowiński
  Bronisław Wildstein, „Dolina nicości”, Wydawnictwo M, Kraków 2008. Zarówno zakończenie powieści, jak i powyższy cytat, prowadzą do wniosku, że był jeszcze jeden pisarz większy od Kadena, a może równie wielki co Wyspiański, który w naszej narodowej nędzy szukał wielkości. Był nim Sienkiewicz, najbardziej pogardzany pisarz w dyskursie intelektualnym III Rzeczpospolitej. I choć trzeba zachować proporcje, nieodległa jest „Dolina nicości” od „Potopu”, a Wilczycki od Kmicica. Trzeba jednak odwagi, by nie wykpić tego porównania.

Z debat o literaturze polskiej w latach dziewięćdziesiątych najlepiej pamiętam powracające co i raz zawodzenie, że nie mamy książek, które opisywałaby „Polskę dzisiejszą”. Szczególnie pisarzom młodszego pokolenia, takim jak Andrzej Stasiuk czy Olga Tokarczuk, nieustannie zarzucano eskapistyczne ciągoty, opisywanie tego, co naprawdę nie jest. Z uporem zadawano pytanie: dlaczego nie mamy wciąż literatury opisującej wydarzenia sierpniowe, zmagania o kształt odnowionej po 1989 roku Rzeczpospolitej – zwanej potocznie trzecią. Nieliczne próby podjęcia współczesnej tematyki przechodziły właściwie bez echa.

Dlaczego książka Bronisława Wildsteina zdaje się przypominać kij włożony w nasze polskie mrowisko? Co jest jej właściwą siłą? Trafna wydaje się uwaga Macieja Urbanowskiego wyrażona na łamach „Rzeczpospolitej”, gdzie przyrównuje on „Dolinę nicości” do „Wesela” Wyspiańskiego i „Generała Barcza” Kadena-Bandrowskiego. To jest literatura, która nie przyklepuje rzeczywistości. Dlatego też może stała się ona polską anty-epopeją, szczególnie dla tych, którzy literackiego klucza szukali w pierwszym piętnastoleciu niepodległości – interpretacji literackiej podsumowującej i pieczętującej osiągnięcia swoich środowisk. „Dolina nicości” mogła powstać jednak dopiero wtedy, gdy rozpadł się dominujący dyskurs opowiadania o „Polsce dzisiejszej”, dyskurs tworzony przez takich jak Lesław Maleszka. Dopiero wtedy, gdy zabrakło „nadrzędnej opowieści” – przed którą można się było ukryć tylko w eskapizmie – ujawniła się potrzeba uporządkowania rzeczywistości.

Książka Wildsteina, pomimo zarzutów, nie jest manichejska. Taką interpretację każe odrzucić już pierwszy rozdział, gdzie znajdujemy spowiedź złamanego przez bezpiekę opozycjonisty Struny, bohatera walk o wolność, który nie jest w stanie przetrzymać ubeckich tortur. Dla Struny podpisanie dokumentu o współpracy jest końcem dotychczasowego życia, które na kartach powieści znajdzie swój samobójczy koniec. Jego wyznań słucha jedna z głównych postaci książki Jan Return. Struna jest przekonany o jego niewinności, podczas gdy to właśnie donos Returna stał za jego upadkiem. Return, dla którego rzeczywistym wzorem był w dużej mierze Maleszka, to obrońca świata, w którym generała Kiszczaka można było nazwać „człowiekiem honoru”, świata znanego aż nazbyt dobrze. Jego również nęka przeszłość, wciąż nie przestaje szukać usprawiedliwienia, niemal utożsamia się z Judaszem, któremu jednak ciągle znajduje intelektualne drogi ratunku, które można znaleźć w apokryficznych ewangeliach, gdzie Judasz jest prawdziwą ofiarą, rzeczywistym zbawicielem poświęcającym własną duszę za świat.

Bronisław Wildstein opowiada historię o niemożliwości osiągnięcia sprawiedliwości. Tytuł powieści nawiązuje do psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie, choćbym szedł ciemną doliną zła się nie ulęknę”. Jeśli ciemna dolina jest miejscem, gdzie obecność Boga została przysłonięta, to dolina nicości jest miejscem przez Boga opuszczonym zupełnie. To świat, gdzie nie liczy się nic, co ma jakąkolwiek wartość, gdzie nastąpiło doskonałe pomieszanie języków i nikt już nie rozumie słów prawdy, sprawiedliwości, dobra, piękna. W tym świecie rządzą dawni ubecy, współcześni karierowicze i bohaterska kiedyś opozycja antykomunistyczna, zepsuta władzą, ale też brakiem uczciwości wobec swojej – nie zawsze idealnej – przeszłości. Wildstein nazywa ten świat po imieniu. Ci, którzy walczą o prawdę, też nie są bez skazy, ich życie jest dalekie od uporządkowania, jak w przypadku redaktora naczelnego „Kuriera” Wilczyckiego. Inni przechodzą na stronę publicznego zakłamania, co czyni najbliższy współpracownik Wilczyckiego, główny dziennikarz śledczy gazety Czułno. W swoich działaniach ponoszą klęskę. Nie udaje im się sprawić, aby człowiek przez kilkadziesiąt lat współpracujący z SB przestał być największym z autorytetów. A jednak ostatnie karty powieści są naznaczone przebłyskiem, tym, co w niedoskonałym życiu Wilczyckiego naprawdę wielkie.

Maciej Urbanowski we wspomnianym już artykule napisał o „Dolinie nicości” ciekawe zdania: „Mnie bardziej ciekawią dzieła pokazujące »naszą« powagę, a może nawet wielkość. Coś takiego robi w swej powieści Wildstein. To zdaje mi się trudniejsze. To lubię”. Zarówno zakończenie powieści, jak i powyższy cytat, prowadzą do wniosku, że był jeszcze jeden pisarz większy od Kadena, a może równie wielki co Wyspiański, który w naszej narodowej nędzy szukał wielkości. Był nim Sienkiewicz, najbardziej pogardzany pisarz w dyskursie intelektualnym III Rzeczpospolitej. I choć trzeba zachować proporcje, nieodległa jest „Dolina nicości” od „Potopu”, a Wilczycki od Kmicica. Trzeba jednak odwagi, by nie wykpić tego porównania.

Źródło "Wyspa" nr 8/2008
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Poniedziałek, 2 Marca, 2009 Artur Fryz
Dolina Nicości to "Przedwiośnie" III RP
Odpowiedz
Wydaje się, że przy wszystkich ideowych i artystycznych różnicach książka Wildsteina bliższa jest "Przedwiośniu" Żeromskiego niż twórczości Sienkiewicza. Moim zdaniem rzecz świetna, choć jak niemal każda literatura zanurzona w teraźniejszość nie arcydzielna. Jest to jednak fikcja w dużym stopniu prawdziwa, a ja odnalazłem w niej (jestem rocznik 1963) sprawiedliwość oddaną światu, w którym przyszło mi żyć - Polsce, któreym dogmatem politycznej poprawności stało się popieranie sojuszu zła z dobrem, historycznego porozumienia podłości i bohaterstwa. A poza tym to się czyta! "Dolinę nicości" czytałem jednym ciągiem przez kilkanaście godzin z krótką przerwą na sen i nawet wziąłem sobie dzień urlopu byle tylko nie przerywać lektury. Rozumiem że oli cromwl napisał już w życiu mniej anemiczne książki niż Tyrmand i Wildstein. Gratuluję. Chętnie do nich zajrzę.
Czwartek, 8 Stycznia, 2009 oli cromwi
Bez przesady!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Odpowiedz
Nie. Wildstein z Sienkiewiczem nie ma nic wspólnego, a z Wyspiańskim - mało. Bliżej mu do Tyrmanda. Gdyby zmiksować Dolinę z Marszem Polonia, to może z tych dwóch anemicznych książek wyszłoby coś ciekawszego.
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Jacek Dehnel "Lala"
2. Wesołe chłopaki
3. Euforia
4. Bronisław Wildstein "Dolina nicości" - kontrrecenzja
5. Ogólnopolski konkurs na esej
6. Czesław Miłosz "Wiersze ostatnie"
7. "wyspa-Kwartalnik Literacki" nr 4/2009
8. Co w numerze?
9. Jeszcze raz w Radio Kampus
10. Kino Szpak z autografem
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2