Czy się to komuś podoba czy nie, opowieść o Harrym Potterze dotarła do końca. Miliony młodych ludzi na całym świecie stanęły przed bolesnym pytaniem: na co będą teraz czekać? Po co będą się zbierać o północy przed obiektem tak mało dla młodzieży interesującym jak księgarnia? Co im będą wyrywać rodzice, żeby sobie zanadto nie psuli oczu czytaniem pod kołdrą?
Przed podobnym pytaniem stoją wydawcy, którym Harry Potter zapewniał godziwy zysk i spokojną egzystencję. Krótko mówiąc, brak Harry’ego Pottera będzie tak dokuczliwy, że nie pozostaje nic innego jak wymyślić nowego Harry’ego, nowy Hogwart i zupełnie nowe, choć w gruncie rzeczy stare szaleństwo. Nie będzie to moim zdaniem wcale takie proste. Pierwszy problem polega na tym, że Harry Potter nie został stworzony przez wysoko wykwalifikowanych zawodowców z działu marketingu, lecz przez skromną nauczycielkę, której ówczesne życie trudno uznać za udane. Gdyby twórcami byli fachowcy, mielibyśmy gotową recepturę. W wypadku nauczycielki z kiepskim życiorysem sprawa się komplikuje. Ktoś by powiedział, a po co daleko szukać, skoro mamy gotową Joanne K. Rowling. Niestety, pani Rowling już od dawna nie jest ową skromną nauczycielką, bo jak powiedział Johnny Rotten, mając milion na koncie nie da się już być punkiem. Może więc znaleźć inną nauczycielkę? To nie takie trudne. Wrzucamy do komputera dane pani Rowling, jej ex-męża, córki, warunki socjalno-bytowe, listę lektur i otrzymujemy jakąś zbliżoną panią Bowling, albo Gowling, która skuszona solidną zaliczką pewne chętnie się weźmie do pisania. Pytanie tylko, czy owa pani Bowling będzie do oryginału dostatecznie zbliżona. Bo autorów zbliżonych do pani Rowling niedostatecznie – mamy i bez komputerowej analizy na całym świecie zatrzęsienie. A zatem może lepsza byłaby droga prostsza, którą podpowiada nam współczesna nauka: klonujmy panią Rowling, niech się urodzi na nowo, potem nieświadomej niczego ofierze eksperymentu komplikujmy odpowiednio życie, a w odpowiednim momencie Dolly Rowling siada i pisze. Jest wszakże problem. Każde dzieło literackie pojawia się w określonym kontekście społecznym, kulturowym, politycznym. W roku 1997 układ tych czynników był dla „Harry’ego Pottera” korzystny. Czy równie korzystny będzie, powiedzmy, w roku 2043?
Wobec tych wszystkich wątpliwości moja konserwatywna natura, wskazuje mi wyjście to samo, co zawsze: usiąść w fotelu przed kominkiem i cierpliwie czekać, co będzie. Trudno sobie wyobrazić, by światowe życie Harry’ego Pottera nieodwołalnie się skończyło. Będzie zapewne powracał w wielu rolach. Na przykład w Polsce, gdzie mamy premiera o duszy Piotrusia Pana, młodociany czarodziej z Hogwartu bardzo by się sprawdził jako minister finansów.
|