Niełatwo mi odpowiedzieć na pytanie co w tym numerze „Wyspy” jest najważniejsze. Chyba blok materiałów chorwackich. W sumie to żadne wydarzenie, wiele pism zamieszcza prozę i poezję z różnych krajów. Nasza odmienność (też może nie taka wielka) polega na tym, że jest to wymiana z chorwackim pismem „Tema”, czyli z kolei w tym chorwackim piśmie ukażą się tam teksty polskich autorów zapropnowane przez naszą redakcję.
Niełatwo mi odpowiedzieć na pytanie co w tym numerze „Wyspy” jest najważniejsze. Chyba blok materiałów chorwackich. W sumie to żadne wydarzenie, wiele pism zamieszcza prozę i poezję z różnych krajów. Nasza odmienność (też może nie taka wielka) polega na tym, że jest to wymiana z chorwackim pismem „Tema”, czyli z kolei w tym chorwackim piśmie ukażą się tam teksty polskich autorów zapropnowane przez naszą redakcję. Oczywiście ani ta prezentacja, ani nasza w „Temie” nie pretendują do roli jedynego możliwego, obiektywnego obrazu literatury chorwackiej czy polskiej. To tylko skromna umowa — nigdy nie spisana — pomiędzy dwoma pismami literackimi z tak zwanej „Nowej Europy”. Powodem tej inicjatywy jest wspólna konstatacja, że wiemy o sobie rozpaczliwie mało (nie mówię o specjalistach) i zdaniem i polskich i chorwackich wydawców nie ma powodu, żebyśmy mieli wiedzieć więcej. Byłem niedawno na targach książki w Zagrzebiu. Tam podobnie jak u nas króluje Harry Potter i amerykańscy autorzy sensacyjni. To cecha wszystkich małych rynków, tylko tam gdzie sprzedaje sie naprawdę dużo książek (USA, Niemcy, Rosja) wydawcy mogą sobie pozwolić na prawdziwą różnorodność. Ten osąd — jak każde uogólnienie — jest oczywiście nie do końca sprawiedliwy: wystarczy spojrzeć na działalność wydawnictwa „Czarne”, czy omawianą w tym numerze „Wyspy” dwutomową antologię poezji serbskiej XX-tego wieku, przygotowaną i wydaną przez Grzegorza Łatuszyńskiego. Jednak wyjątki, nawet najszlachetniejsze, potwierdzają niestety regułę. Dlatego pisma powinny brać te sprawy w swoje ręce, takie jest przynajmniej moje przekonanie. Ważne jest też w tym numerze opowiadanie Marka Nowakowskiego, nie tylko ze względu na znane walory literackie tego autora. Nowakowski otwierał pierwszy numer „Wyspy”, teraz wraca z kolejnym tekstem. To oznacza, że powoli powstaje krąg autorów, którzy będą się w „Wyspie” od czasu do czasu pojawiać, (oczywiście nie oznacza to, że chcielibyśmy ich w jakikolwiek sposób zawłaszczać). Traktujemy ich jako przyjaciół naszego pisma, w jakimś sensie towarzyszy podróży. Obok Nowakowskiego cieszy nas też proza Zyty Oryszyn, pisarki zbyt rzadko obecnej, a przecież bardzo interesującej. Chciałbym też zwrócić uwagę na Krzysztofa Zadrosa, młodego pisarza, zmagającego się z ciężką chorobą. Kibicujmy mu w tej walce, widać, że ma jeszcze wiele do napisania. Poezja jest jak zwykle mocną stroną „Wyspy”. Tym razem Bohdan Zadura, Dariusz Sośnicki, Wojciech Kass i Leszek Engelking, wspierani przez Gabrielę Kurylewicz i Marcina Cieleckiego. Nie będę wypisywał na ich temat komplementów, bo nazwiska mówią same za siebie. Czy jestem zatem jak zwykle zadowolony? Nie do końca. Ale to już temat na zupełnie inny tekst.