Mam wiele pragnień związanych z „Wyspą”. Chciałbym, żeby była pismem wyjątkowym, ale przecież każde pismo literackie jest w jakiś sposób wyjątkowe. Chętnie bym napisał, że takiego pisma jeszcze nie było, ale w literaturze wszystko już było, a jeśli nawet nie było to zaraz będzie.
Dlaczego zatem podjąłem trud powołania do życia „Wyspy”? Mówiąc szczerze potraktowałem to jako przygodę, której nie oczekiwałem. Ale mam też świadomość, że szansy na istnienie w Polsce jeszcze jednego pisma literackiego nie wolno zmarnować. Choćby dlatego, że takich szans jest niewiele i nazbyt często okazują się one iluzoryczne. Wiele osób mi zaufało, powierzyło mi swoje teksty, poświeciło czas, znosiło cierpliwie moje różne pomysły. Dzięki ich wierze w literaturę, serdeczności (a może i naiwności) „Wyspa” mogła powstać. Bardzo wszystkim za to dziękuję. „Wyspa” nie będzie pismem autorskim, ma swoje kolegium redakcyjne i dość szeroki krąg przyjaciół i współpracowników, którzy będą w różny sposób wpływali na jej kształt. Chciałbym jednak przekonać ich do mojego sposobu patrzenia na literaturę. Widzę ją jako witraż w którym każdy element ma swoją ważną rolę. Dlatego w pierwszym numerze doświadczeni pisarze Kazimierz Orłoś i Andrzej Mularczyk sąsiadują z młodymi Mariuszem Sieniewiczem i Ignacym Karpowiczem; sławny Marek Nowakowski wspiera zbyt rzadko docenianą Krystynę Sakowicz, ekspresyjna Adriana Szymańska spotyka się z oszczędną w słowach, lingwistyczną Agnieszką Syską, a towarzyszy im wierna klasycznej poetyckiej frazie Anna Piwkowska. Każdy z tych autorów jest osobny, oryginalny. Jest niepowtarzalną wyspą w archipelagu literatury. Być może jestem nieco staroświecki ale wierzę w siłę artystycznych osobowości i w to, że różnorodność jest najbardziej interesująca. Dlatego spróbuje zebrać różne barwy i odcienie w tęczę.