Rozpłynąć się, zniknąć Poniedziałek, 4 Sierpnia, 2008
Andrzej Mularczyk
  Kiedy śmierć zaczyna swoją opowieść, nie można jej nie wysłuchać - tak Dagmara napisała w jednym ze swych ostatnich wierszy. Pamiętała ten wiersz i znała jej ostatnie życzenie, by pomogli jej rozpłynąć się, zniknąć jak znikają przegnane wiatrem chmury na niebie...

Wszyscy, którzy się tu zebrali, wiedzieli, że mają spełnić jej ostatnią wolę: po kremacji spotkać się w jej mieszkaniu, jak spotykali się, kiedy podając jaśminową herbatę czytała im swoje wiersze, ale tym razem wychodząc każdy miał zabrać ze sobą choćby jeden z tych rekwizytów, które ją dotąd na co dzień otaczały. Tego właśnie chciała: by ostatecznie rozpadła się ta scenografia, w której przeżyła tyle lat.

Przedsionek wieczności przypominał dworzec: cementowe ściany, skrzeczące głośniki, echo kroków i kaszlu obecnych i to wiszące w powietrzu oczekiwanie na godzinę odjazdu. Uniosły się lamentem zgrzytliwie brzmiące organy, trumna drgnęła i zaczęła powoli odjeżdżać, aż znikła za zasłoną, a wtedy jeden z tych, którzy dotąd otaczali Dagmarę za życia, zaczął czytać jej wiersz, że jak płynąć, to przez głębiny, jak iść, to szukać nienazwanych ulic, jak żyć, to rozdawać siebie, nie czekając na wydanie reszty i nie zważać na to, że bycie szlachetnym nie przynosi ulgi, bo odpocząć można wreszcie tam, gdzie to co było spotyka się z tym, co nigdy już nie będzie...

Trumna odjechała, zasłona przestała się kołysać i wtedy dotarło do niej, że nadchodzi chwila spełnienia ostatniej woli Dagmary. Ma się znaleźć z tymi wszystkimi, z którymi spotykała się przy jaśminowej herbacie w mieszkanku na Starym Mieście i wynieść z niego to, co sobie wybierze. Nie chce niczego, ale wie, że nie sprzeniewierzy się temu życzeniu. A jeśli to samo wybierze ktoś inny? Jak będą patrzyli na siebie, wynosząc po schodach fotel, lampę czy akwarelę z Notre Dame?

Niby nic się nie zmieniło w tym małym mieszkaniu, a jednak bez ciepła uśmiechu siwowłosej Dagmary to już nie było to samo miejsce. Stali w grupach przy oknie, pod ścianami, rozmawiając półgłosem albo milcząc,a nieśmiała wnuczka zduszonym głosem proponowała jaśminową herbatę.

Stary gobelin nad tapczanem, sekretarzyk na chwiejnych, rachitycznych nóżkach, Simmlerowskie krzesło, srebrny kałamarz, patschworkowe poduszki, maszyna do pisania marki Remington, oprawione japońskie szkice roślin, delikatne jak ślady ptasich nóg na ścieżce, lampa z matowym kielichem w kształcie kwiatu, kolekcja filiżanek tak cienkich, że przeświecało przez nie słońce, zegar z okresu księstwa warszawskiego, którego wskazówki zatrzymały się za dwadzieścia czwarta – to wszystko było do wzięcia, miało być stąd wyniesione, żeby to, czego dotykała, na co patrzyła, wśród czego żyła, odeszło wraz z nią i by w ten sposób mogła rozpłynąć się, zniknąć z tego miejsca, bo jak pisała Dagmara, to co było wczoraj nie jest wcale pewne, czy w ogóle było...

Całość tekstu w papierowym wydaniu "Wyspy".

 

Źródło "Wyspa" nr 7/2008
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Jacek Dehnel "Lala"
2. Wesołe chłopaki
3. Euforia
4. Bronisław Wildstein "Dolina nicości" - kontrrecenzja
5. Czesław Miłosz "Wiersze ostatnie"
6. Ogólnopolski konkurs na esej
7. Jeszcze raz w Radio Kampus
8. Kino Szpak z autografem
9. Bronisław Wildstein "Dolina nicości"
10. Proza redaktora
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2