Lekki Piątek, 6 Czerwca, 2008
Marek Nowakowski
  Godzinami kopie piłkę. Tak ambitnego treningu pozazdrościć może niejeden zawodowy piłkarz.Nawet z ligi angielskiej czy Realu.Celuje w bramkę.Woła cienkim głosikiem — Gol! Pokazuje całą serię strzałów. Z jaką pasją! Jeden, drugi, trzeci. — Wygrałem!

Zaczyna od nowa. Rozgrywa samotny mecz. Dudnią żelazne pręty bramy. Przestrzeń między nimi to światło bramki. Nikt jej nie broni. Mały stawia tam niewidzialnego bramkarza. No i trafia bez przeszkód. Umiejętnie myli bramkarza. Przymierza się, bierze rozbieg. Tańczy na przygiętych nogach. Pozoruje wykop wlewy róg,walić będzie w prawy. W ostatniej sekundzie wykonuje fachowy zwód. Wysoka piłka w środek tuż pod poprzeczką. Nie do obrony.
— Puściłeś! — cieszy się. Nieraz piłka odbija się od betonowych słupków, na których osadzona jest brama. Nie daje za wygraną. Podbiega. Wsuwa zgrabnie piłkę w sam róg. — Dobitka! — obwieszcza z triumfem.Wątły,o trójkątnej twarzy.Oczy jak szparki, bystre, świecące. Siedmiolatek. Wcale nie rośnie. Zatrzymał się na wzroście malucha z przedszkola. Co kilka dni mierzy się pod ścianą bloku. Drutem żłobi rysę na tynku. Nie przybywa nawet centymetra. Martwi się. Ze wzmożonym impetem atakuje bramkę. Chłopcy z podwórza naśmiewają się z niego.
— Lekki! — wołają — Wiatr cię poniesie, uważaj!
Nie trzymają z nim. Za mały dla nich. Skrzat na patykowatych nogach. Przezwali go Lekki. Pasuje do niego. Zabawę w samotnego strzelca kończy przeważnie o zmroku. Tak od wiosny do późnej jesieni. Jego babka, która porusza się na wózku inwalidzkim, wychyla się z okna na wysokim piętrze i woła — Gdzie jesteś? Wracaj!
Wchodzi dopierwszejklatki schodowej w naszymbloku. Wyczekuje przydrzwiach windy. Jeżeli długo nikt nie nadchodzi wspina się po schodach. Sam nigdy nie pojedzie. Jeździ, korzystając z dobrego serca dorosłych. Prosi, żeby pojechali z nim. Mieszka na dwunastym, ostatnim piętrze.
— Czemu sam nie pojedziesz?
— Nie mogę — odpowiada i opuszcza głowę.
— Dlaczego? — Jestem za lekki.
— Co to znaczy? — Milczy, opuszcza niżej głowę.
— Winda służy zarówno lekkim jak i ciężkim. Przyciskasz guzik oznaczony odpowiednim piętrem i jedziesz. Potem wysiadasz.
— Ona mnie nie posłucha — odpowiada.
— Nie zatrzyma się i poleci.
— Nie może. Blok ma tylko dwanaście pięter. Naprawdę wyżej nie pojedziesz! Na twoim piętrze koniec jazdy.Wyżej jest tylko strych.Nieraz tam wchodziłeś po schodach, pomagałeś mamie nieść kosz z bielizną do suszenia, prawda?
Potakuje. Ale na nic zdają się słowa. Sam nie pojedzie.Jedziemy do góry. Przykulony niby zwierzątko w klatce. Wsłuchany w skrzyp dźwigu unoszącego windę z piętra na piętro. Dwunaste, ostatnie. Dziękuje grzecznie. Dobrze wychowany.
— Gdybym był sam — powiada na odchodne — to ona nie chciałaby stanąć.Wiesz na pewno.
Nic do niego nie dociera. Co kłębi się w tej łepetynie?
Pewnego dnia pojawili się dwaj fachowcy od konserwacji dźwigów.Jeden pojechał windą do góry. Drugi pozostał na dole i zaczął wsuwać się do pustego luku. Lekki stał za nim.
— Uciekła? — zapytał.
— Fachowiec odwrócił głowę.
— Co mówisz?
— Urwała się i uciekła — Lekki wlepił w niego niespokojne oczy i czekał na potwierdzenie swego przekonania.
— Tak jest, kolego! Przebiła dach, poszybowała do nieba — fachowiec roześmiał się i zatrząsł mu się wielki brzuch. Wsunął się głębiej w czarną czeluść. Znikł. Coś postukiwał, dokręcał.
— W porządku, Franek! — zaryczał w górę szybu. Niezgrabnie wydźwignął się na powierzchnię. Zastukał młotkiem w metalowy próg. Zapaliło się czerwone światełko. Ruszyła w dół.
— Już się nie zerwie, latawica! — powiedział brzuchaty i szelmowsko mrugnął do chłopca.
Lekki wsłuchiwał się wnarastający szum izgrzyt. Zbliżała się. Nic dziwnego,że chłopcy z podwórza przezywają go też Windziarzem.
— Kiedy ci to przejdzie do jasnej cholery! — denerwuje się ojciec.
— Cherubinek — powiada o nim babka — Nie rośnie, nie przybiera na wadze. Tylko patrzeć jak wyrosną mu skrzydełka i Bozia ucieszy się z takiego aniołka…
Lekki popchnął gwałtownie wózek, na którym siedziała staruszka. Byłaby wypadła. Wostatniej chwili przytrzymała się blatu stołu. Uciekł z mieszkania. Raz tylko rówieśnicy zaprosili go do wspólnej zabawy. Rozgrywali prawdziwy mecz na podwórzu. Były dwie bramki. Pierwszą jak zawsze stanowiła brama.Druga prowizoryczna — dwa szkolne tornistry ustawione w przepisowej odległości. Podzielili się na dwie drużyny. Lekki został bramkarzem jednej z nich. Bronił z poświęceniem. Skakał i padał. Z wysokimi piłkami nie dawał sobie rady. Strzały po ziemi, szczury, jak mówili chłopcy, wyłapywał nadzwyczaj zręcznie.
— Nieźle, Lekki! — chwalili. Mecz przerwała emerytowana nauczycielka z pierwszego piętra. Wyprowadziła ją z równowagi kanonada uderzeń piłką wbramę. Zagroziła wezwaniem gospodarza domu.Gospodarz był ponurym dryblasem o szczękach buldoga. Budził lęk. Chłopcy zaprzestali zabawy. Powoli rozchodzili się. Trzech podążyło do tej samej klatki schodowej co Lekki. Mieszkali na niższych piętrach. Ale zgodzili się chętnie odwieźć kolegę z boiska wyżej. Na czwartym zatrzymali znienacka windę, wyskoczyli, zatrzasnęli drzwi izostawili go samego. Jeszcze zkorytarza szczerzyli zęby w złośliwych grymasach.
— No, zasuwaj! — zaśmiał się jeden. Lekki bardzo się wystraszył. Czym prędzej przycisnął guzik parteru.W dół mógł zjeżdżać bez strachu.
Zapadł już wieczór. Stał z piłką pod pachą na korytarzu. Wpatrywał się woszklone drzwi windy. Nadsłuchiwał odgłosów z podwórza. Nikt nie nadchodził. Nikt nie ściągał windy w górę. Była martwa. Uspokoił się wreszcie i postanowił ruszyć piechotą na swoje dwunaste piętro. Wtedy nadeszli rodzice.
— Długo tak sterczysz? — burknął ojciec.
Lekki nie odpowiedział.
— Może to i lepiej, że taki ostrożny — powiedziała matka.
— E tam! — ojciec był odmiennego zdania — Nie rośnie i tchórz w dodatku.
Otworzyły się drzwi windy.Pociągnął go za rękę.
— Właź!
Lekki zaparł się i nie chciał wejść pierwszy.

Źródło "Wyspa" nr 6/2008
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz Kod *
Dodaj
 
Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Jacek Dehnel "Lala"
2. Wesołe chłopaki
3. Euforia
4. Bronisław Wildstein "Dolina nicości" - kontrrecenzja
5. Ogólnopolski konkurs na esej
6. Czesław Miłosz "Wiersze ostatnie"
7. "wyspa-Kwartalnik Literacki" nr 4/2009
8. Co w numerze?
9. Jeszcze raz w Radio Kampus
10. Kino Szpak z autografem
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Xenna Moja Miłość
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
Analiza oglšdalności witryny © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2