Dzisiaj nie ma na to aury. Bo któraż z nas może pozwolić sobie na chodzenie z głową w chmurach, kiedy trzeba toczyć walkę o byt i nie dawać się kryzysowi. A jednak. Co to znaczy być poetką? Jak się pisze wiersze? Czy można to, na przykład, robić przy smażeniu naleśników? Poznajmy cztery piszące kobiety, które – jeśli nie mówią – to co najmniej myślą o sobie: jestem poetką.
Anna Piwkowska:
Mój pierwszy wiersz napisałam w wieku 12 lat, nosił tytuł „Wierność” i był o kolorze niebieskim; powstał z radości istnienia. Jestem poetką, która pisze z miłości do życia, a nie z bólu i rozpaczy.
Czy łatwo pisać? Tak, to proste, jeśli Ktoś nam dyktuje wiersze, natomiast niemożliwe, jeśli Nikt tego nie robi. Poeta jest tylko medium… Co nie znaczy, że nie pracuję nad swoimi tekstami, czasami nawet długo, aż osiągną kształt, który mnie zadowala.
Mogę pisać w każdych warunkach; najlepiej jednak mi to idzie w podróży, kiedy się przemieszczam, jestem oderwana od szarej rzeczywistości, i wszystko się może wtedy zdarzyć… Wiele ostatnich wierszy powstało w kolejce WKD, którą dojeżdżam do pracy, bo mieszkam pod Warszawą.
Kiedy przychodzi mi do głowy jakaś myśl, to od razu ją zapisuję; robię to nawet w miejscach publicznych, chociaż bardzo się tego wstydzę, to takie pretensjonalne… Ale muszę to uczynić, bo myśl za chwilę mi ucieknie. Potem w domu staje się impulsem, który wywołuje cały wiersz.
Pisanie sprawia mi radość, nigdy nie jest męką. Bardzo dużo jest w tym emocji, adrenaliny, uruchomienia intelektu. Nigdy nie piszę wtedy, kiedy mam pustkę w głowie, a tylko wówczas, gdy odczuwam potrzebę pisania.
Pierwszym moim czytelnikiem, recenzentem i krytykiem był ojciec, historyk sztuki, który często wytykał mi błędy, ale też dawał dużo siły i pewności, że będę pisała. Przede wszystkim zaś podsuwał mi do czytania dobrą poezję. Pamiętam, że w wieku 11 lat, kiedy byłam chora, przyniósł mi „Zaczarowaną dorożkę” Gałczyńskiego, zrobiła na mnie wrażenie czegoś niesamowitego, po raz pierwszy poczułam świat magii.
Od dzieciństwa miałam kontakt ze sztuką i artystami, ponieważ wychowywałam się w Pałacu Radziwiłłów w Nieborowie, gdzie tata był dyrektorem. Przyjeżdżali do nas Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, a także Władysław Tatarkiewicz. Czytałam im swoje dziecięce wiersze, a oni utwierdzali mnie w mojej pasji. W rodzinie mam sporo osób utalentowanych plastycznie. Ojciec maluje, jego siostra jest kostiumologiem, druga z kolei architektem, a stryj prowadzi galerię malarstwa. Ja nie mam talentu w tym kierunku, ale w sposób malarski postrzegam świat. Moje wiersze to często opisy obrazów albo wymyślone historie na ich temat; moja poezja jest nasycona kolorami. W zbiorku „PO” jest wiersz o dziewczynie w żółtej sukience. W innym opowiadam o niebieskim swetrze mężczyzny, zielonej butelce czy złotym kieliszku.
Piszę, aby zachować przeżycia; jest to walka ze śmiertelnością, przemijaniem, odchodzeniem. Myślę, że celem wszelkiej sztuki jest zatrzymać chwilę. Istnieje tajemniczy związek między poetą a jego wierszem. W poezji ukryte jest to, co niewidoczne na zewnątrz: emocje, sny, cała podświadomość.
Jestem bardzo niespokojną osobą, lubię podróżować, zmieniać miejsca zamieszkania, prace. Wszelka stabilizacja i przewidywalność zdarzeń bardzo mnie męczą. Ale, niestety, bywam przymuszona do rutyny przez rzeczywistość. A myślę, że poeta powinien być trochę niebieskim ptakiem i mieć wolność od myślenia o pracy i pieniądzach. To przecież szalenie blokuje związek z metafizyczną przestrzenią, która jest konieczna do tego, aby powstał wiersz.
Na ducha poezji otwierają mnie jednak proste czynności domowe: mycie okien, zmywanie naczyń, pastowanie podłóg, wprowadzają w mój świat ład i harmonię. Jestem estetką, lubię się ładnie ubierać i komponować najbliższe otoczenie. Mam od dziecka zamiłowanie do pięknych mebli i obrazów, dostrzegam urodę codziennych przedmiotów – lubię popatrzeć na szklankę, serwetkę, lustro, kwiat w prostym wazonie.
Ale kiedy zbyt dużo siedzę przy komputerze, świat wokół mnie powoli zamienia się w chaos, i wtedy zaczynam czuć się źle.
Tak, jestem poetką. Mam nadzieję, że nigdy nie zostanę odcięta od źródła poezji. Mam pewność, że to jak żyjemy: z czego rezygnujemy, a co wybieramy, wiąże nas silniej lub słabiej z tym magicznym źródłem.
Więcej, o poetkach: Joannie Pałach, Marzannie Kielar i Ludmile Marjańskiej, można przeczytać w papierowym wydaniu "Wyspy".
|