Poezja jest czymś niezdefiniowalnym, im dłużej myślę o jej definicji, tym bardziej się komplikuje. Najlepiej określi poezję wskazanie jej różnych aspektów. Po pierwsze jest w niej coś poznawczego, bo otwiera się na świat zewnętrzny i na świat wewnętrzny autora. Jednak poezja tak naprawdę rozpina się pomiędzy próbą poznania i niemożnością poznania. Na dodatek, oprócz próby i chęci poznania potrzebny, jest jeszcze aspekt ekstatyczny zwany natchnieniem. Te aspekty tworzą funkcje poezji: ekstatyczną, czyli dionizyjską (poezja wzbogaca nasze życie wewnętrzne) oraz sprawozdawczą, co tyczy się poznania danej epoki, ludzi, myśli.
Wszystko zależy od czasów, w których poeta tworzy. W komunizmie od poetów oczekiwano sprawiedliwego osądu świata, wtedy poezja nie mogła poprzestać na funkcji ekstatycznej i zgodnie z oczekiwaniami czytelnika musiała przyjąć funkcje etyczną. W lepszych czasach funkcja etyczna staje się mniej ważna. Wtedy poeta ma dostarczać dreszczy metaforycznych, które Witkacy nazywał „Momentami metafizycznymi”. Bo poeta przede wszystkim jest artystą. Poeta w pewnym sensie wszystko wymyśla. W sztuce nie ma pytania „czy tak naprawdę jest”, bo „naprawdę” w sztuce nie może być zmierzone. Poezja to kondensacja widzenia i języka, prawda zagęszczona, ukryta. Poeta patrzy na świat przez bardzo grube okulary, przez które obraz jest bardzo zniekształcony, ale dzięki tej deformacji może mówić więcej.
(Zebrała Magdalena Rybak)
Więcej w papierowym wydawniu "Wyspy".
|