Rakieta to zły znak. Długo nie wytrzymamy, zostanę wdową, już jestem. Będąc na służbie u zdrowia, człowiek sam wstydzi się chorować,
stąd nasza przysłowiowa długowieczność. Czekamy, aż będzie można odsapnąć, nadzieja konserwuje i w rezultacie to miłość okazuje się słabsza, zwraca
wszystko, co posiadała, pierwsze pocałunki, które wbrew pozorom miały jednak miejsce, pierwsze kolacje przy świecach, z których kapie wosk
jak sperma jakiegoś anioła, drugie, trzecie i czwarte, po których już tylko warta. Domy w lesie, nad morzem, przy straganie, na którym kupowałam najlepsze karczochy,
karetka pogotowia przyjeżdża na telefon, dumna z siebie, celowo pod same drzwi, jaka głupia byłam przedwczoraj, dziś już nie mam prawa. Stanowczo
odmawiam wywiadów, odwiedzin, cała praca dopiero przede mną, co mam powiedzieć, że nienawidziłam, jak darł się na mnie kurwo, jak mnie brał
w nocy, gdy spałam i chciałam się wyspać? Powiem to, oczywiście, ale jeszcze nie dziś. Takie dni mają to do siebie, że myśli się wyłącznie, czego nie powiedzieć.
Ljubljana, 25.4.08
Więcej w papierowym wydaniu „Wyspy”. |