Poniedziałek, 7 Listopada, 2011
Wojciech Kaliszewski: Kontynent poetów |
| |
Ameryka Łacińska jest nieodczytanym wciąż do końca, a przecież nieustannie jakby poszerzanym rzymskim testamentem. Kiedy pękły ostatecznie naddunajskie i nadreńskie granice imperium, na dalekim zachodnim horyzoncie już rysowało się ledwie widoczne coś, co oczekiwało na otwarcie, na pierwsze słowo, na energię sylab, na dopełnienie. Ale zanim to coś przemówiło, trzeba było poddać się wodzie, przyjąć odmianę, przejść przez katastrofy narodów, wpłynąć w ujścia gigantycznych rzek, z których wypływało się kimś innym i tożsamym zarazem. Nowy Świat odsłaniał się w uścisku paradoksów, w nagłych zwrotach i przedziwnych spotkaniach. Miał konsystencję płynnego złota, chłód najczystszych strumieni i ciemność nagłej śmierci. Więcej... |
Poniedziałek, 7 Listopada, 2011
Krystyna Rodowska: Requiem |
| |
Miejsce, które upatrzyłeś sobie na ten cel, jest wyprane z burz i przeźroczyste jak twarze ludzi, wyświecone godzinami modlitwy Więcej... |
Poniedziałek, 7 Listopada, 2011
Klasztorna pracownia artysty |
| |
Na wielu okładkach pana książek pojawia się wizerunek Lwa, mamy go na „Domu chińskiego mędrca”, jest na „Zamieszkać w Bibliotece”, widzimy go i na najnowszej, zatytułowanej „Klasztor Maulbronn”. Musi mieć szczególne znaczenie…
-Kiedy ukazywała się moja „Literatura polska” powstał problem okładki, która mogłaby przyciągnąć czytelnika. Wtedy pomyślałem, że jeśli znajdzie się na niej portret Mickiewicza czy Słowackiego, biurko pisarza albo regał pełen książek, to będzie to banalne, więc chciałem czymś zaskoczyć odwiedzających księgarnie i pobieżnie przeglądających tytuły. Usunąłem więc swoje nazwisko z okładki, ale równocześnie podpisałem książkę właśnie znaczkiem Lwa. To przecież ja, to mój podpis. Lew został ze mną na dłużej, towarzyszył „Dwudziestu latom z literaturą”, pojawia się na książkach, o których pan wspomniał, na ostatniej – „Klasztorze Maulbronn” - jest trochę inny, bo z upływem czasu Lew też musi pewnym metamorfozom podlegać.
Więcej... |
Poniedziałek, 7 Listopada, 2011
Jan Tomkowski: Duchy i demony Piotra Wojciechowskiego |
| |
Zawsze kiedy nadchodzi lato i zaczynają się upały czytam sobie – z pokory, z miłości, a może i dla przestrogi – kilka rozdziałów „Raju” Lezamy Limy. Rozdziały są długie, a książka wciągająca, więc czytałbym pewnie cały lipiec, gdyby nie zatelefonował pan Rodzeń. Czy znam „Serce do gry” i czy mógłbym.... No jasne, czytałem już pół roku temu, ale dla nowej (albo i znanej już doskonale) prozy Piotra Wojciechowskiego gotów jestem odłożyć każdą inną książkę. Odłożyć, by znów zanurzyć się w dobrze znajomy sen, co nie zdarza się nam zbyt często, bo sny są zwykle niepowtarzalne. Więcej... |
Poniedziałek, 7 Listopada, 2011
Bohdan Zadura: Z nocnych kartek |
| |
Zginął nam koń, pusty wóz stoi w ogródku nad Wisłą. Był i go nie ma, nie wiadomo, co się z nim stało. Szukaliśmy go na 3-go Maja, pytaliśmy w sklepie żelaznym, przeszukaliśmy wikliny przy wale i po drugiej stronie rzeki, w Górze Puławskiej. Teść przestał jeść, przestał odzywać się do kogokolwiek. Więcej... |
Wtorek, 14 Grudnia, 2010
52. A życie kurz |
|
Tomasz Różycki
Źródło Wyspa nr 15
|
Gość, który kupił świat, pewnie zwariował, bo czy można świat kupić? Można tylko przez szkiełko z rozbitej korony patrzeć na obroty chmur ponad oceanem. Chciałby wyprzedzić starego Zeitgeista, i co dzień kupuje pięć egzemplarzy tej samej gazety, szuka, dies ille? Lang ist die Kunst, a życie kurz i nasermater? Więcej... |
Wtorek, 14 Grudnia, 2010
Pożegnanie Zygmunta |
|
Daniel Odija
Źródło Wyspa nr 15
|
Tylko w spokoju można dotknąć skóry życia, pewnie tak by powiedział Zygmunt, gdyby jeszcze żył. Ten jego poetycki słownik nie przystawał do pokarbowanej skóry na twarzy, którą teraz ściągnął pośmiertny zakalec. Jeszcze dwa dni temu na twarzy grały te wszystkie dni na polach i w lasach odczuwanych i wchłanianych przez każdą zmarszczkę, ale zbyt duża dawka samogonu wypita przy świniobiciu, odbezpieczyła tykającą gdzieś w ukryciu bombę, która eksplodowała i napędziła krew do mózgu, zalewając świat oczu, ucha i języka apokalipsą ostatniej minuty. Oczy przestały widzieć, uszy słyszeć, język odczuwać smak. Głos ugrzązł w krtani i już wiadomo było, że nie wypowie swojego imienia. Więcej... |
Wtorek, 14 Grudnia, 2010
Wiersze, które są |
|
Wojciech Kaliszewski
Źródło Wyspa nr 15
|
Ogród wierszy czarnogórskich. Tak egzotyczny i tak – wydawałoby się – nierzeczywisty, bo wcześniej nieobecny, jakby niemy. I oto otwiera się, jest, zaskakuje swoją różnorodnością, tonacjami, perspektywą obrazów, zmiennością nastrojów. Jest miejscem, przez które biegną granice światła i cienia. Jest polem bitwy i odpoczynku. Jest miejscem człowieka na ziemi. Więcej... |
Wtorek, 14 Grudnia, 2010
Inaczej niż Lem |
|
Rozmawiał: Piotr Kitrasiewicz
Źródło Wyspa nr 15
|
- Zacznijmy od początku, to znaczy od momentu, kiedy zaczął pan pisać. Czy od razu postanowił pan, że będzie to fantastyka, bo słyszałem, że popełnił pan jakiś lub jakieś utwory utrzymane w innym gatunku, zanim na dobre osadził pan swoją twórczość w gatunku fantasy? Więcej... |
Poniedziałek, 2 Sierpnia, 2010
Opowiadanie mazurskie |
|
Kazimierz Orłoś
Źródło Wyspa nr 14
|
Ojciec powiedział w piątek wieczorem, że musi wejść na dach. Chciał zatkać przed wyjazdem komin naszego mazurskiego domu. Chodziło o to, że w czasie śnieżnej zimy śnieg wpada do otworów kominowych, topnieje i powoduje zawilgocenie ściany pokoju przy kuchni. Zacząłem odradzać ojcu tę eskapadę. Ma już siedemdziesiąt pięć lat, kłopoty z krążeniem, nadciśnienie, cierpi na bóle kręgosłupa – i tak dalej... Więcej... |
Poniedziałek, 2 Sierpnia, 2010
Ukryć się w teatrze lalek |
|
Piotr Wojciechowski
Źródło Wyspa nr 14
|
1. Szerszenie, byki i czerwona wisienka. Uciszam gwizdek czajnika, muszę słyszeć. Przygotowując śniadanie wędruje przez radiowe pasma i nadsłuchuję. Pisarz jest poganiaczem trzody słów, musi wiedzieć z której strony wyją wilki. Gadają właśnie o szaliku, który jeden polityk wręczył drugiemu politykowi jako przynoszący zwycięstwo talizman. Pani redaktor opowiada coś o społeczności kibiców, bo szalik kibicowski. Więcej... |
Poniedziałek, 2 Sierpnia, 2010
Prasa kulturalna w obliczu kryzysu |
|
Adrian Sinkowski
Źródło Wyspa nr 14
|
| Liczba czasopism kulturalnych maleje od lat. Po ogłoszeniu listy tytułów, które otrzymają w tym roku pomoc z budżetu państwa, pojawiły się głosy, że pisma spoza listy zostały przez Ministerstwo skazane na śmierć. Skąd wziął się kryzys? Czy naprawdę jesteśmy świadkami agonii prasy kulturalnej? Więcej... |
Wtorek, 7 Lipca, 2009
Jestem poetką |
|
Barbara Jagas
Źródło "Wyspa" nr 10/2009
|
Czy łatwo pisać? Tak, to proste, jeśli Ktoś nam dyktuje wiersze, natomiast niemożliwe, jeśli Nikt tego nie robi. Poeta jest tylko medium… Co nie znaczy, że nie pracuję nad swoimi tekstami, czasami nawet długo, aż osiągną kształt, który mnie zadowala. Więcej... |
Wtorek, 7 Lipca, 2009
Wysklepianie z tendencją do rolowania |
|
Jerzy Górzański
Źródło "Wyspa" nr 10/2009
|
W dzisiejszych czasach, w których szczegółowe nad wyraz opisywanie detali, a także śmiałość w porównywaniu czegoś z czymś, czy też dementowanie tego i owego, również przepraszanie wszystkich za wszystko (tytuł z gazety: „Kanibale przepraszają misjonarzy”, co trzeba przetłumaczyć na: kucharz przeprasza obiad), to są najczęściej występujące kwestie, ale, rzecz jasna, nie jedyne. Więcej... |
Wtorek, 7 Lipca, 2009
Homer i generał |
|
Piotr Bednarski
Źródło "Wyspa" nr 10/2009
|
| Od dziecka odczuwał w sobie brak. Nie wiedział, czego mu brakuje, ale był pewny, że urodził się ułomny, nie taki jak jego rówieśnicy. Żegnając dzieciństwo stwierdził, że ma w sobie puste miejsce, które należy wypełnić. Ale czym? Tego właśnie nie wiedział. I, być może, dlatego nie mógł długo mieszkać pod jednym dachem i kochać jednej kobiety. Więcej... |
Poniedziałek, 6 Lipca, 2009
Rejdova |
|
Tomasz Rowiński
Źródło "Wyspa" nr 10/2009
|
| Gdy rodził się Jakoubek Annamarek, nie płakał wcale i każdy, kto znał jego matkę, mówił jej, litościwie przy tym kiwając głową, że to niedobrze, że to jak najgorsza wróżba na przyszłość, ale też dodawali, by nie martwiła się na zapas, a może wszystko jakoś się ułoży. Nie wierzyła. Mimo to również kiwała głową. Jakoubek zaś, zwany powszechniej w szkolnych swoich latach Koubkiem, ponieważ nie był jednak obcy we własnej wsi, już od najwcześniejszych swoich chwil poczuł ukłucia kiełkującego w nim marzenia – tego samego, co u innych rejdovian, ale tak jak i inni on też nie dostrzegał wcale jego istnienia. Później skrzętnie ukrywał, głównie przed samym sobą, owo marzenie, które siłą natrętnej wątpliwości podważało wieko całego znanego mu świata. Było to jednak udawanie przez ozdrowiałego ślepca, że w dalszym ciągu zna jedynie ciemność. Więcej... |
Poniedziałek, 2 Marca, 2009
Czym jest poezja i kto jest poetą? |
|
Adam Zagajewski
Źródło "Wyspa" nr 9/2009
|
| Poezja jest czymś niezdefiniowalnym, im dłużej myślę o jej definicji, tym bardziej się komplikuje. Najlepiej określi poezję wskazanie jej różnych aspektów. Po pierwsze jest w niej coś poznawczego, bo otwiera się na świat zewnętrzny i na świat wewnętrzny autora. Więcej... |
Niedziela, 1 Marca, 2009
Modlitwa w komisariacie |
|
Tadeusz Sobolewski
Źródło "Wyspa" nr 9/2009
|
| Hanna Krall dopiero jako dojrzała reporterka odważyła się poruszyć „temat na żet”, jak go eufemistycznie, żartem nazywali w rozmowach z Kieślowskim. Opowieści zaczęły przychodzić do niej same, powierzane przez ludzi. Najnowsza książka Krall pod frywolnym tytułem „Różowe strusie pióra”, bardziej niż poprzednie, ujawnia kulisy jej pisarstwa. Więcej... |
Niedziela, 1 Marca, 2009
Euforia |
|
Piotr Müldner-Nieckowski
Źródło "Wyspa" nr 9/2009
|
| Bo rzeczywiście blade miałem pojęcie o tym, co robiła przez tych piętnaście lat, kiedy się nie widzieliśmy. Nie powiem, że o niej nie zapomniałem, to byłoby niemożliwe, powiem więcej – widywałem ją przez tych piętnaście lat codziennie, w każdej chwili, w snach i we dnie, w domu, kiedy się kochałem z pierwszą matką moich córek, potem z następną i z jeszcze jedną, z matkami jednym słowem, widziałem ją we wszystkich obiektach, które miały na sobie damski strój i się ruszały, w każdej lampucerze, która się mnie uczepiła, w każdej cipce, której ja nie dawałem spokoju, wszędzie, gdzie tylko byłem sam i gdzie było pełno ludzi, i gdzie trzymałem dzieci do chrztu, i gdzie załatwiałem wszystkie moje interesy, i gdzie byłem zapity w trzy dupy, i gdzie trzeźwiałem. Więcej... |
Sobota, 28 Lutego, 2009
Delikatność |
|
Jakub Winiarski
Źródło "Wyspa" nr 9/2009
|
| Poezja pełna pruderii, skrajnie erotyczna, a przy tym napisana klasyczną, rymowaną frazą - wydawałoby się niemożliwe, a jednak - zapraszamy do lektury wiersza Jakuba Winiarskiego. Więcej... |
Niedziela, 14 Grudnia, 2008
Chlorofil i hemoglobina |
|
Adam Wiedemann
Źródło "Wyspa" nr 8/2008
|
| Adam Wiedemann, laureat wielu nagród, ostatnio Nagrody Literackiej Gdynia, nominowany do Silesiusa, Nagrody Mediów Publicznych Cogito, trzykrotnie nominowany do Nike. Nie potrzeba chyba lepszej rekomendacji? Zapraszamy do lektury! Więcej... |
Sobota, 13 Grudnia, 2008
Schody na piętro |
|
Piotr Wojciechowski
Źródło "Wyspa" nr 8/2008
|
| Dodatek gazetowy, który nazywa się „Europa”: magazyn idei „Dziennika” stanowi dla mnie cotygodniową przygodę. Od zawsze czytuję „Tygodnik Powszechny”, wyniosłem to z domu pół wieku temu. Różne były, różne są tego krakowskiego pisma koleje, ale żadne wiry czy przechyły nie okazały się nigdy tak wielkie, abym pomyślał sobie, że mógłbym lekturę „Tygodnika” porzucić. Czasem zagapiam się w te szpalty z niejasnym poczuciem, że czytam to, co sam mógłbym pisać. Z „Europą” tak się nie zdarza. Więcej... |
Piątek, 12 Grudnia, 2008
Zapiski amerykańskie |
|
Ludmiła Marjańska
Źródło "Wyspa" nr 8/2008
|
| Ku mojemu zdumieniu widzę wijącą się przed wejściem kolejkę elegancko ubranych gości, oczekujących na otwarcie. Jak to, kolejka w Ameryce? Wstyd mi, ale nie potrafię powiedzieć, co było na salach wystawowych. Jak przez mgłę pamiętam stare portrety, starą porcelanę i wspaniałe meble z epoki. Pamiętam też ubogie wyrko robotnika farmerskiego i jego narzędzia pracy, co jawi mi się jako czysty socrealizm. Więcej... |
Czwartek, 11 Grudnia, 2008
Chłopczyk |
|
Grzegorz Kwiatkowski
Źródło "Wyspa" nr 8/2008
|
| „Ostre, zaskakujące, wieloznaczne i wyrafinowane intelektualnie. Na swój sposób urzekają mnie swoją drapieżnością” - tymi słowami wiersze Kwiatkowskiego rekomenduje Józef Baran. Zapraszamy do lektury wiersza młodego gdańskiego poety, po którym - naszym zdaniem - możemy spodziewać się jeszcze bardzo wiele dobrego! Więcej... |
Poniedziałek, 4 Sierpnia, 2008
Rozpłynąć się, zniknąć |
|
Andrzej Mularczyk
Źródło "Wyspa" nr 7/2008
|
| Kiedy śmierć zaczyna swoją opowieść, nie można jej nie wysłuchać - tak Dagmara napisała w jednym ze swych ostatnich wierszy. Pamiętała ten wiersz i znała jej ostatnie życzenie, by pomogli jej rozpłynąć się, zniknąć jak znikają przegnane wiatrem chmury na niebie... Więcej... |
Poniedziałek, 4 Sierpnia, 2008
Piosenka o współczesnym czasie |
|
Józef Baran
Źródło "Wyspa" nr 7/2008
|
| Świat się zerwał jak latawiec z uwięzi / I przed siebie jak szalony pędzi / Powiedz życie powiedz świecie / Gdzie się śpieszysz / Że nam chwilą / Nie pozwalasz się nacieszyć / Powiedz świecie powiedz życie gdzie tak gnasz / że powstrzymać cię nie zdoła śmiech ni łza... Więcej... |
Piątek, 6 Czerwca, 2008
Ulica ibn Aiszy |
|
Krzysztof Zadros
Źródło "Wyspa" nr 6/2008
|
| Wtym mieście trudno było kupić jakikolwiek alkohol. Za to haszysz — bez problemu. Po ulicach kręciło się mnóstwo szemranych gości, którzy udawali, że chcą nam sprzedać orzeszki ziemne albo wyczyścić buty, a gdy znaleźli się bliżej, kusząco szeptali do ucha: hashisz, hashisz. Tak, paliłem kiedyś to gówno, szczerze mówiąc nawet ostro ciągnąłem, ale to było dawno, potem mi się znudziło. A alkohol jakoś do tej pory nie. Więcej... |
Piątek, 6 Czerwca, 2008
Lekki |
|
Marek Nowakowski
Źródło "Wyspa" nr 6/2008
|
| Godzinami kopie piłkę. Tak ambitnego treningu pozazdrościć może niejeden zawodowy piłkarz.Nawet z ligi angielskiej czy Realu.Celuje w bramkę.Woła cienkim głosikiem — Gol! Pokazuje całą serię strzałów. Z jaką pasją! Jeden, drugi, trzeci. — Wygrałem! Więcej... |
Poniedziałek, 10 Marca, 2008
Miron aktor |
|
Tadeusz Sobolewski
Źródło "Wyspa" nr 5/2008
|
| Tydzień temu, w sobotę wieczorem miałem się stawić pod wyznaczonym adresem: Grochowska 301. Fabryka Perun. Nie wiem, co wytwarzająca, czy w ogóle jeszcze czynna. Było zimno. Za bramą majaczył kształt starego fabrycznego budynku. Wszystko jak wymarłe, tylko światełko paliło się na portierni. A tam kartka: ”Białoszewski. Magazyn wyrobów gotowych. Szary budynek w lewo, na samą górę. ” Wchodzę w półotwarte drzwi, jak od magazynu i znajduję się w ciasnej, bardzo wysokiej klatce schodowej. Żelazne schody, żelazne balustrady. Do nich na każdym piętrze przytroczone górskie rowery. Ukazuje się młody człowiek z dredami. Pytam: Białoszewski? Jeszcze wyżej!... Więcej... |
Poniedziałek, 19 Listopada, 2007
Casting na nową elitę |
|
Piotr Wojciechowski
Źródło "Wyspa" nr 3/2007
|
| Co będzie z literaturą? Tylko nie mówcie, że nic nie będzie, tyle to wiem. Wiem że książki są wieczne, narracja starsza niż języki, prawda nie może być opowiedziana, ale musi być opowiadana, a słodyczy składania liter nie da się zastąpić żadnym darem ziemi. Więcej... |
Poniedziałek, 19 Listopada, 2007
Wesołe chłopaki |
|
Kazimierz Orłoś
Źródło "Wyspa" nr 3/2007
|
| W przychodni byłem kwadrans przed siedemnastą. Miałem czwarty numerek, ale – jak zawsze – wolałem przyjść wcześniej. Po oddaniu płaszcza w szatni na parterze, udałem się na pierwsze piętro, gdzie przyjmuje doktór Kowalik. Chodzę z laską, powoli, utykam po upadku na ulicy w ubiegłym roku. Poza tym – osiemdziesiąt dwa lata na karku, to nie fraszka. Więcej... |
Wtorek, 10 Lipca, 2007
Spotkanie w Dubrowniku |
|
Włodzimierz Odojewski
Źródło "Wyspa" nr 2/2007
|
| Więc w końcu, gdy ich milczenie zbyt się przedłużało, nie odwracając w stronę Piotra głowy, powiedział: „Tak, kiedyś byłem aresztowany, zdaje się w pięćdziesiątym pierwszym, potem wypuszczony, zdaje się w pięćdziesiątym czwartym, potem znowu aresztowany, zdaje się w pięćdziesiątym siódmym i znowu wypuszczony. Wszystko zdarzyło się tak dawno, że nie warto do tego wracać”. Wciąż patrzył na morze kotłujące się u przybrzeżnych skał, dalej spokojniejsze aż ku stokom Lokrum, unoszącej się z delikatnej mgiełki ku górze zalesionym piniami masywem, tej wyspy, o której krążyły między miejscowymi rybakami opowieści, że przynosi śmierć śmiałkowi, który odważy się wśród jej skał zanocować i myślał, że skoro to wszystko zdarzyło się tak dawno, to nie tylko nie warto było do tego wracać, ale może nawet nie zdarzyło się w ogóle, więc nie ma wracać do czego. Wiedział, że gdyby spojrzał Piotrowi prosto w oczy, ten zrozumiałby to jako zachętę, zacząłby mówić i poczułby się uspokojony swym wyznaniem. Więcej... |
|
|